W wagoniku kolejki na Kasprowy…
W wagoniku kolejki na Kasprowy turysta konwersuje z góralem:
– Baco, a co by było, gdyby ta lina się urwała?
– A to by było…. trzeci roz w tym tygodniu..
W wagoniku kolejki na Kasprowy turysta konwersuje z góralem:
– Baco, a co by było, gdyby ta lina się urwała?
– A to by było…. trzeci roz w tym tygodniu..
– Tatry mają dwa miliony lat i trzy miesiące – mówi baca, oprowadzając turystów.
– Baco, a skąd wiecie to z taką dokładnością?
– A był tu jeden profesor trzy miesiące temu i mówił, że mają dwa miliony.
Baco, co pijecie, wódkę, wino?
– No, i piwo!
Bacę zaproszono w karnawale na bal przebierańców. Znajomi pytają go za co się przebierze?
– A za łoscypka.
– A jak to baco, za oscypka?
– A siądę se w kąciku i będę śmierdział.
– Ahoj baco co robicie?
– A hoj was to obchodzi.
Baca stanął przed sądem, został oskarżony o posiadanie broni bez zezwolenia.
– Baco – mówi sędzia – co macie na swoją obronę?
– Czołg w stodole! – odpowiada hardo baca.
Baca napadł na bank i wyjechał do Ameryki. Siedzi w rowie i liczy kasę.
Nagle podchodzi do niego policjant, pokazuje odznakę i mówi:
– POLICE.
A baca na to:
– Nie, nie, sam se police.
Rozmawia trzech kolesi i przychodzi baca.
– Baco, tak się zastanawiamy gdzie wyjechać, bo w Polsce, nie ma gdzie pracy znaleźć! – mówi Lucek.
– Do Ruskich? – mówi Gucek.
– Nie… – odpowiada baca.
– Do Niemców? – pyta Hubert.
– To już prędzej. Tyle że z Polskimi imionami się nie dogadacie! Ty Lucek będziesz Luj… Ty Gucek będziesz Guj!
– To ja nie chcę jechać! – krzyczy Hubert.
Baca trzyma teściową nad przepaścią i mówi:
– Mój dziodek, to teściową zadzgoł nożykiem, mój ojciec teściową powiesił w stodole, a ja cie gadzino puszczom wolno…
Rzecz się dzieje w górach. Turyści siedzą przy ognisku, popijają tatrzańską naleweczkę, przyjemny klimat, ognia pilnuje baca.
– Baco, a opowiedzcie nam jakąś historię, co by było raźniej i jeszcze przyjemniej.
– Ano mogę opowiedzieć, a radosna ma być czy smutną wolicie?
– Jasne, że radosną.
Baca namyślił się chwilę i ochoczo rozpoczął:
– Kiedyś żeśmy z juhasami owieczki na hali wypasali. Pasły się pasły, myśmy trochę popili na polanie i nam się jedna owieczka zgubiła. Szukaliśmy, szukaliśmy, aż się wreszcie zguba znalazła i z tej radości żeśmy ją wszyscy jak jeden wyruchali.
Turyści spojrzeli jeden na drugiego z obrzydzeniem w oczach, po czym jeden z nich nieśmiało zapytał:
– Baco, a może jest jakaś inna radosna historia?
– Ano jest i inna. Kiedyś żeśmy z juhasami barany na hali wypasali i ni się obejrzeli, a jeden baran nam się zgubił. Godzinami żeśmy go szukali, ale wreszcie zgubę odnaleźli. No i z tej radości żeśmy go wszyscy wyruchali jeden po drugim.
– Nie no baco, to ma być radosna historia?! To może jakaś smutna jest?
– Ano jest i smutna – kiedyś to ja się zgubiłem.